DLR

Ideą całego jachtu jest to, żeby był najlżejszy z możliwych dla danej długości wodnicy. Wielkość która charakteryzuje tą względną “lekkość” czy “ciężkość” est DLR (displacement lenght ratio). Generalnie jachty ślizgowe mają DLR 120 do 200, jachty wypornościowe powyżej 180. W praktyce coraz częściej buduje się jachty ślizgowe o DLR powyżej 200.

O co w tym chodzi ?

Otóż jacht płynąc stwarza falę dziobową, później jest dolina i kolejny szczyt fali. Z tego drugiego szczytu jacht jak surfer spływa, odzyskując energię traconą na wytworzenie fali dziobowej. Problem polega na tym, że przy pewnej prędkości, zwanej prędkością wypornościową zaczyna odległość między falami być większa niż długość jachtu i nie mamy już z czego spływać. Bo wyprzedziliśmy falę rufową, fala rufowa jest już za jachtem. Wtedy tylko pchany wodę. W takiej sytuacji musimy się na tę falę wznieść, czyli przejść w ślizg. Na wyjście w slizg tracimy energię w myśl tzw glide ratio, które w ślizgu wynosi 3. Czyli na kg masy jachtu mamy jakiś 1kg oporów. Ślizg nie jest za darmo. Budując smukły, lekki jacht część fali dziobowej przebijamy (weave piercing) czym mniejszy DLR tym bardziej się to udaje. Przy DLR takim jak mamy prędkość maksymalną na poziomie 10,4 węzła, a więc 19,24 km/h. Przy czym prędkość jachtu w tradycyjnym ozumowaniu wynosiłaby około 8 węzłów, te 10,4 węzła to więcej niż przyzwoita prędkość. Prędkość dozwolona na beztalenciu to 15 km/h. Caly numer polega na tym, że przy 15 km/h ekonomika tego jachtu będzie nie do pobicia przez tradycyjne jednokadłubowe konstrukcje. Wchodzimy w tzw semi displacemt mode. Jeśli porównać prędkość wypornościową do prędkości dźwięku, to otrzymujemy jacht ponaddźwiękowy. Zaznaczam, że jest to bardzo uproszczone porównanie. Dzięki tej zględnej lekkości nie walczymy z falą dziobową, bo jest relatywnie mała. Dzięki tej lekkości mamy naprawdę unikatowy jacht, bardzo ekonomiczny, względnie szybki.

Dlaczego inni tak nie projektują ?

Otóż projektowali, na początku XX wieku. W pewnym momencie konstruktorzy doszli do wniosku, że nie ma co bawić się w lekkość, w subtelne kształt kadłuba, bo ajtaniej kosztuje … MOC. A więc dawano coraz mocniejsze silniki, nie bawiono się w poprawianie sprawności. A my zmaleliśmy tutaj na nowo odkrywaną niszę. To kwestia najbliższych lat, kiedy to będzie promowane. Już zaczyna w prasie zachodniej się o tym pisać. Zróbmy to teraz!! Jacht w tej konfiguracji wraz załogą zapasami waży 8 ton (to mało). Jeśli chodzi o zachowanie się na fali, dynamiczne zachowanie się na fali, to ideałem byłoby 9 ton. Przy 8 tonach mamy ok 20% niej niż ideał. Jachty ślizgowe mają nierzadko 100% mniej niż ideał, a więc mamy pięknie chodzący po falach jacht. Jeśli nawet jego masa wzrośnie do 9 ton, to dramatu nie ma. Będziemy mieli idealne wyważenie dynamiczne przy nieco gorszych parametrach ekonomicznych.” – Sławomir Kot.